niedziela, 9 marca 2014

Rozdział Drugi

Niall


Usiadłem przy jednym ze stołów. Siedziałem sam na średnio wygodnym krześle. Przeczesywałem sale wzrokiem. Natrafiłem na dziewczynę, która też siedziała sama. Czytała „Makbeta” Williama Szekspira. Uroczy wybór jak na psychiatryk. Orzechowe włosy miała spięte w koka, kilka kosmyków włosów wypadło z niego, lecz się tym nie przejmowała. Rękawy zielonej koszuli w kratę, która była częścią uniformu dla pacjentów, miał podwinięte. Nasze spojrzenia się spotkały. Nie odwróciła wzroku speszona lustrowała mnie spojrzeniem głębokich zielonych oczu. Było w nich coś intrygującego. Uśmiechnąłem się do niej lekko, kąciki ust dziewczyny uniosły się w odpowiedzi, a policzki nieznacznie się zaczerwieniły. Oderwałem ode mnie wzrok, spojrzała na otyłego faceta. Można było wywnioskować, że za nim nie przepada. Przeczesywałem salę wzrokiem dalej. Gdy ponownie spojrzałem na dziewczynę, zauważyłem, jak grubas powoli kładzie rękę na jej kolanie. Wezbrała we mnie złość, było to chamskie zachowanie.
Przez twarz dziewczyny przemknął grymas zniesmaczenie dotykiem tego faceta. Już chciałem wstać, lecz powstrzymało mnie to, co ona zrobiła.
Z pogardą w oczach położyła swoja dłoń na jego i jednym zgrabnym zdecydowanym ruchem wykręciła mu rękę. Złapał się za nadgarstek. Jego twarz była wykrzywiona bólem. Ucieszyłem się w duchu, że go pokarała.
Odszedł do innego stolika a dziewczyna wróciła do czytania Szekspirowego dramatu. Była roztrzęsiona. Wstałem i ruszyłem w jej stronę.


Larysa


Starałam się opanować swoje roztrzęsienie i może nawet łzy. Z dnia na dzień bardziej nie znosiłam Camerona, był okropnym typem.
- Przysięgam na ten księżyc, co wspaniale powleka srebrem tamtych drzew wierzchołki... – Usłyszałam nad sobą.
- O! Nie przysięgaj na księżyc, bo księżyc, co tydzień zmienia kształt swej pięknej tarczy; i miłość twoja po takiej przysiędze mogłaby również zmienną się okazać. – Bez większych problemów zacytowałam dalszą część drugiego aktu Szekspirowego dramatu.
- Na cóż mam przysiądz? – Był to Niall, usiadł naprzeciw mnie. Dostrzegłam umięśnioną klatkę piersiową pod jego koszulą.
- Nie przysięgaj wcale; lub wreszcie przysiąż na samego siebie: na ten uroczy przedmiot mych uwielbień, to ci uwierzę. – Spojrzałam mu w oczy.
- Jest w tobie coś intrygującego. – Uśmiechnął się. – Jak masz na imię? – Spytał patrząc z zainteresowaniem. Jego oczy były naprawdę hipnotyzujące.
- Larisa. Larisa Marshall. A ty to zapewne Niall Horan, mam rację?
Przez moment milczał, był to zapewne protest z racji, że nie mógł mi się przedstawić. Nonszalancko odchylił się do tyłu.
- Skoro wiesz jak się nazywam pewnie wiesz, czemu tu jestem. – Powiedział spokojnie.
- Tak, obiło mi się o uszy.
- I co masz już wyrobiony pogląd na sprawę? – Odchylił się na krześle.
- W takich sprawach nigdy nie wyrabiam sobie pochopnych opinii. – Zaskoczyłam go tym. – Ale ty zapewne szybko uznałeś mnie za kolejną wariatkę z psychiatryka.
- Skąd ta pewność?
W tym momencie pielęgniarka oznajmiła, że jest koniec przerwy obiadowej, więc wstałam zamiarując iść do pokoju, dziś był piątek toteż zapewne czekały mnie odwiedziny Conora, co napawało każdy piątek nutą optymizmu.
- Do zobaczenia Laryso. – Spojrzałam na niego.
- Do zobaczenia Niall. – Odparłam i odeszłam.


* * *


- Lara stęskniłem się za tobą. – Przytulił mnie na powitanie Conor.
- Nie widziałeś mnie tydzień – uśmiechnęłam się strosząc jego ciemnoblond włosy.
Podczas odwiedzin Conora gadaliśmy o wszystkim i o niczym, było mi to bardzo potrzebne. Pomagał mi zapomnieć, chociaż na chwilę gdzie i dlaczego jestem.
Widziałam w jego oczach, że zastanawiał się czy ja to zrobiłam czy nie. Bolało mnie, że czasem patrzył na mnie jak na mordercę.
Gdy tu trafiłam byłam przekonana, że tego nie zrobiłam, z czasem zaczynałam w to wierzyć.
- Lara? Nad czym się tak zamyśliłaś. – Spytał z nutą troski.

- A nic. Opowiadaj, co tam u ciebie.

____________________
A więc jest drugi.
Przepraszam za błędy.
Przepraszam, że taki któtkawy.
obiecuję poprawę.
Komentujcie :*
CH

2 komentarze:

  1. OMG KAROLINA TO JEST PIĘKNE
    I CAN'T EVEN
    I HAVE LOST MY ABILITY TO EVEN
    CRYING ;_;
    ROMEO I JULIA

    BRB DYING

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest GE - NIA - LNE !!!
    Jestem od wrażeniem Twoich opisów, a także błędy za które (znów) przepraszałaś już nie rażą tak jak kiedyś ;))
    Super powiązanie akcji z Szekspirem, i to jeszcze taki fragment...
    Czekam na rozwój sytuacji, do wieczora jeszcze dużo czasu :D
    A ty za każdym razem przepraszasz za krótkie rozdziały i obiecujesz poprawę, a poprawy brak! Mam nadzieję że rozkładanie akcji na tak wiele części było zamierzone! :)
    Pisz dalej ;*

    OdpowiedzUsuń